poniedziałek, 1 lutego 2016

Rozdział 16- Jesteś dziecinna Amy.

Jeszcze nigdy nie opisywałam sytuacji poniżej, więc wybaczcie.
__________________________________________________
Czy jest możliwością chęć należenia do kogoś po tak krótkiej znajomości?
Wargi Zayna idealnie wpasowały się w moje, białe zęby co chwila przygryzały ich dolą część . Duże dłonie powędrowały do ud unosząc moje ciało do góry. Instynktownie objęłam jego pas nogami. Tworzył mokrą ścieżkę wzdłuż linii szczęki schodząc do zagłębienia szyi.
-Jesteś wszystkim Amy.
Za każdym razem kiedy to szeptał czułam jak opadam z sił, by za chwilę rozerwać się z jej nadmiaru. Znalazł jeden mały punkcik, o którego istnieniu sama nie wiedziałam, wyczuł go kiedy spięłam ciało. Nadgryzł skórę zasysając ją łagodnie, cicho westchnęłam odchylając głowę, aby dać mu więcej miejsca. Odczułam jak uśmiecha się na ciche mruknięcia i dmucha w podrażnioną skórę na co okrywa się ciarkami.
Poprawia powoli moją pozycję na swoich biodrach i zaczyna iść w stronę schodów. Oblewa mnie gram strachu, że zaraz upadniemy na schody, ponieważ nie przerywa pocałunku i nie patrzy jak idzie.
-Jesteś moja- zamknął starannie nogą drzwi podchodząc do łóżka - tylko moja, nie waż się nigdy o tym zapomnieć.
Jego dłonie błądziły po moim ciele, które już spoczywało na miękkiej pościeli. Pocałunki schodziły coraz niżej nasycając skórę drżeniem. Ustawił się u moich nóg i patrząc w oczy zaczepił pacem o róg podkolanówki ściągając ją. To samo zrobił z drugą.
-Miałem na to ochotę od samego początku- zaśmiał się kiedy zauważył rumieniec na moich polikach- Wystarczy słowo, a przestanę.
Ponownie znalazł się tuż nad moją osobą, ale nie odezwałam się ani słowem. Po jego twarzy przebiegł cień pięknego uśmiechu. Przetarł kciukiem po dolnej wardze na co spięłam wszystkie mięśnie. Do moich nozdrzy cały czas docierał zapach palonej tu nikotyny, która zdążyła wsiąknąć w poduszkę, ale było w tym coś więcej. Jakaś specyficzna woń samego Zayna.
Przyciągając bliżej siebie przejechał mocno wbijając palce wzdłuż moich nóg. Trzymając ciągle twarz nad twarzą ostrożnie zsunął dolną bieliznę. Po raz pierwszy dzisiaj cieszyłam się z założenia spódniczki. Nie widział przez nią nic . Przecież widział mnie już nagą. Jeszcze raz złączył nasze wargi po czym zjechał głową niżej. Odruchowo złączyłam uda razem.
-Nie zrobię ci krzywdy- na te słowa ponownie rozluźniłam mięśnie, jego zwinne dłonie zgięły kolana- mogę?
Było w tym tyle delikatności, że bez zastanowienia skinęłam głową, wyjrzał zza moich nóg.
-Wolałbym usłyszeć...
-Tak- nie byłam zdolna powiedzieć więcej.
Ukazał swoje śnieżnobiałe zęby na nowo kierując głowę niżej. Czułam jego zimny oddech, z trudem powstrzymywałam dłonie od zaplątania ich w krucze włosy.
-Zayn, jesteś!
Zesztywniałam. W jednej chwili wycofałam się do tyłu na sam skraj łóżka, jakby dopiero teraz doszło do mnie o co w tym chodzi.
Mulat przeklną cicho pod nosem krzyżując nasze tęczówki. Przygryzł kusząco wargi mówiąc bym poczekała. Słabo przytaknęłam.
Wyszedł.
Jak najszybciej zebrałam swoje rzeczy z ziemi zakładając ponownie figi i długie skarpetki. Upewniłam się w lustrze, że wyglądam na w miarę ogarnięta osobę. Dotknęłam świeżych krwistych plam na szyi... nawet nie poczułam kiedy je zrobił.
Wróciłam do owianego przez zasłony ciemnością pokoju. Jak na kogoś takiego jak Malik, był schludny i uporządkowany. Jednak uwagę przykuwała stojąca w rogu gitara. Przejechałam wzrokiem po długich napiętych strunach, by po chwili wydobyć z nich czuły dźwięk.
-Podoba ci się- nawet nie usłyszałam kiedy wszedł, oplótł ramionami moją talię chowając głowę w włosach na ramieniu.
-Nie wiedziałam, że grasz- odchyliłam się do tyłu pozwalając mu wymruczeć śmiech w skórę.
-Bo nie gram- potarł nosem o szczękę- ale ty tak.
Momentalnie się odwróciłam, na jego twarzy malował się uśmiech.
-Żartujesz?- zaprzeczył- Nie-e mog...
Uśmiechnął się łobuzersko kolejny raz podnosząc mnie na swoje biodra. Coś szeptał do ucha, ale uczucie towarzyszące temu całkowicie zagłuszało sens.
-Moja mama chce cie poznać- zaczęłam się wyrywać, żeby mnie postawił na ziemi, mimo to uparcie szedł dalej.- Okey, okey nie wierć się już tak.
Moje stopy dotknęły paneli w chwili pojawienia się wysokiej, równie ciemnowłosej kobiety co Zayn. Stłumiła śmiech dłonią widząc jak besztam chłopaka. Wygładziłam starannie ubranie i przeczesałam włosy.
-Musisz być Amy, słyszałam o tobie co nieco- otarła ściereczką mokrą skórę nadgarstków- Moja droga- zmierzyła mnie spojrzeniem- potrzebujesz jedzenia. Zayn rozłóż talerze.
Mówiła tak szybko, że nawet nie zdążyłam zaprzeczyć. Poszłam za Malikiem wywracającym oczami  i usiadłam na krześle, które mi odsunął.

***

-Jeszcze nigdy tyle na raz nie zjadłam, dziękuję- odchyliłam się na oparcie masując delikatnie brzuch na wysokości pępka.
-Cieszę się, że ci smakowało złotko- pani Malik wstała i zebrała porcelanowe naczynia. Polubiłam ją, roztaczała wokół siebie taką przyjazną, rodzinną aurę- Kochanie..- urwała. Stała do nas tyłem, ale nawet w takiej pozycji mogłabym dostrzec jej napięte ciało. Ocierała wolno talerze pod bieżącą wodą.- Dzwonił twój ojciec, zaprasza cię w twoje urodziny do siebie i pomyślałam...
-Nie- chłód w jego głosie sprawił, że bezwiednie splotłam nasze ręce pod stołem ściskając je niewyraźnie- Nie chcę go widzieć.
-Wiem, myślałam...
-Mamo- jego ton stał się niepokojący, wzmocniłam chwyt dając mu do zrozumienia, żeby się opanował. Kątem oka zauważyłam jak znów otwiera usta, lecz z pomieszczenia obok dochodził dźwięk komórki.
Mimowolnie sprawdziłam godzinę na kuchennym zegarze. 18! Zerwałam się niczym huragan i popędziłam odebrać połączenie.
-T...tak?
-Kuźwa, gdzie ty jesteś?! Wiesz, która godzina?- ile jeszcze razy będziemy wałkować to samo...? Jakby nie potrafiła inaczej rozpoczynać rozmowy.
Ktoś wypalał dwie potężne dziury w moich plecach, a ja bardzo dobrze wiedziałam kto to taki. Czułam jego oddech na karku kiedy słuchał wrzasków mojej matki.
-Masz być tutaj za pięć minut, albo szukaj sobie innego domu!
Rozłączyła się. Napełniłam tlenem całe płuca z złością rzucając komórkę o ścianę, dopiero potem zdając sobie sprawę, że przecież nie jestem u siebie.
-Jesteś urocza, kiedy się złościsz. Mimo to, może to dobry pomysł?- zmarszczyłam czoło na co z rozbawieniem potarł je kciukiem- Możesz spać u mnie, będzie dużo prościej.
-Przestań- odepchnęłam go filigranowo. Koncepcja zamieszkania tutaj, nawet na krótki okres czasu wydawała mi się najlepszym co mogłoby być tylko, że... równie dobrze mogłabym strzelić sobie kulką w łeb na reakcje rodziców.- Przepraszam muszę wracać.
-Zawiozę cię.

***

Nigdy nie przyzwyczaję się do prędkości z jaką porusza się Zayn po drodze samochodem. Wbrew tej prędkości czułam się o wiele swobodniej niż w chwili, kiedy za nami strzelali. Palce Malika spoczywały nieco wyżej na udzie niż zazwyczaj. Powolnie tworzyły na skórze malutkie, uspokajjące kółeczka. Zatrzymał pojazd.
-Będę u ciebie za dwie minuty- chciałam zaprotestować, ale szybko zamknął drzwi i odjechał. Widziałam jak parkuje kilka miejsc dalej.
Zaciskając piąstki na ramiączku torby przekroczyłam próg. Miałam zamiar wyjść od razu na widok rozwścieczonych oczu matki. Zignorowałam jej krzyki i wdrapałam się na górę do sypialni. Zamykając wejście wpadłam na twardy tors. Podskoczyłam.
-Jena, to ty- nie zwracając na nic uwagi przywarłam do niego wtulając nos w klatkę piersiową.
Z dołu dochodził dźwięk wchodzenia po schodach, przebłagałam go, aby schował się pod łóżko i pod żadnym pozorem nie wychodził.
-Proszę- otarłam jego policzki.
Zdążył sekundę przed wkroczeniem ojca. Oparł się prawym łokciem o framugę i przytknął do ust butelkę szkockiej. Jego źrenice były rozszerzone do granic możliwości całkowicie zasłaniając jasny kolor tęczówek.
-Gdzie on jest?- jego chrypa nie była przyjemna, nie tak łagodna i kusząca jak Mulata.
-Kto?
-Nie udawaj tępej dzidy- odbił się od oparcia ruszając w moją stronę- No?
-Nikogo tu niema, naprawdę sądzisz, że miałabym się czym chwalić?! Jesteście tacy...!
-Jacy?- jego ton stał się bardziej złowrogi. Krzyczałam,a to nie mogło wyjść na dobre. Prychnął.- Myślisz, że odsłonisz te grube uda i co? Będziesz lepiej traktowana? Ty mała, niewdzięczna dziwko!
Poczułam uderzenie w policzek na tyle mocne, aby zbiło mnie z nóg i usadowiło lewą stroną twarzy do ziemi. Moje oczy napotkały ślepia Zayna. Widziałam jak z trudem się powstrzymuje przed wyjściem z ukrycia. Jego napięta twarz, mówiła wszystko.
Chcąc czy nie wykrzywiłam się w grymasie na zadany ból prosto w plecy. Z jednej strony był dobry, zagłuszał wszystkie wyzwiska. Zwinęłam się w kłębek zaciskając powieki.
Dopiero po czasie poczułam ciepłe dłonie kojące swoim dotykiem cały ból. Wargi scałowywały łzy o których nie miałam pojęcia. Ujął moje ciało i ułożył na pościeli. Uważnie obserwowałam jego dalsze ruchy, bez trudu znalazł nigdy nie używany kluczyk na półce i przekręcił zamek.
-Zabiją mnie jak to odkryją- zasłoniłam twarz. Nie wiedząc czemu myśl o odrobinie wolności w własnym domu przywróciła mi dobry humor. Zabrałam mniejszą poduszkę i rzuciłam prosto w jego osobę.
-Wiesz, że tego pożałujesz prawda?- zgasił światło i znalazł się przy mnie z prędkością wampira- Tak samo jak twój ojciec tylko to, nie przypadnie mu do gustu.
-Przestań to mój tata- odsuwam jego ciało. Zawsze tak było. Nie ważne jacy są, to moi rodzice.
-Nie broń go- zmarszczył brwi w ten swój zabawny sposób zaczął wywoływać łaskotki. Z trudem powstrzymywałam śmiech. Jego dotyk stał się bardziej czuły błądząc po nieodkrytych partiach cery. - Chciałbym zaspokoić ten niedosyt, pozwól mi...
Wspomnienia Millera i Chrisa bezkarnie mnie dotykających zatrzymały moją odpowiedź w ustach chociaż dobrze ką oboje znaliśmy. Skinęłam co zadziałało jak oliwa na ogień.
Powiódł nosem po szczęce, zostawiając pocałunek na szyi, barku, boku uważając na każdą gojącą się powoli bliznę. Doszedł do pępka dalej tworząc mokrą ścieżkę. Musnął róg spódniczki zagłębiając dłonie pod nią by kolejny raz ściągnąć dolną bieliznę. Zadrżałam.
-Mogę przestać- machinalnie zaprzeczam sama siebie zaskakując.
Pod wpływem żaru przechodzącego przez kręgosłup moja skóra zaczyna mrowić. Skubną skórę na udach nagle atakując podbrzusze. Pisnęłam wyginając plecy w łuk i od razu zwijając palce u stup. Nie miałam pojęcia, że istnieje takie uczucie. Chwycił mocniej uda, aby mnie unieruchomić. Zagryzłam mocno wargi czując metaliczny smak krwi na ich powierzchni.
Na ponowne natarcie języka Malika wplotłam palce w ciemne włosy. Mruknął cicho na  ten gest. Zasysa nieznacznie wrażliwą okolicę na co jęczę szeptem jego imię. Oczy zaczynają zachodzić mgłą , a nogi dygotać. Zwiększył siłę nacisku i częstotliwość poruszania językiem.
Czułam jak ciśnienie krwi rozrywa tętnice.
Zesztywniałam wybuchając w środku. Opadłam z sił zauważając jak szybko unosi się moja klatka piersiowa. Zayn wyłonił się spomiędzy ud oblizując usta.
-Jesteś niczym narkotyk, moja własna heroina, kokaina, amfetamina w jednym- znalazł się nad moją twarzą- podobało ci się?
Zamiast odpowiedzieć wpiłam się w jego usta zostawiając na plecach podłużne czerwone ślady. Całkowicie wyrzuciłam z głowy myśl o rodzicach siedzących na dole. Mimo to, teraz liczył się tylko on.
Odsunął się. Dobrze wiedziałam, że zawsze blade policzki nabiegają krwią. Zważywszy na to co przed chwila robił, ta reakcja wydała mi się dość szokująca.

***

Odetchnęłam głęboko, kiedy przysunął się bliżej oplatając moją osobę. Nucił cicho pod nosem jakieś słowa kreśląc opuszkami małe kółka na biodrze.
-Zayn- zamilkł dając mi znak, że słucha- czemu nie chcesz jechać do ojca?
Zesztywniał, spiął mięśnie obluzowując uchwyt. Skarciłam się za swoje ciekawskie myśli. Spojrzałam na niego podpierając się o łokcie. Leżał na plecach z ramionami skrzyżowanymi pod głową.
-Nienawidzę go, wystarczy ci taka odpowiedź?!- zaostrzył ton mrużąc przy tym oczy.
- Wiem, że pewnie rozbił waszą rodzinę albo coś gorszego... przynajmniej tak mi się w tej chwili wydaje- usiadłam i spojrzałam na dłonie- ale może powinieneś...
-Możesz przestać? - wykonał ten sam ruch co ja- Przestań się wtrącać w nie swoje sprawy.
Co? Czy tylko ja czegoś nie zrozumiałam? Pierwszy raz poruszam ten temat! Wiem jak to jest nie mieć taty. Przeczesałam opadające na czoło włosy.
-Chciałam tylko... myślałam, że taka osoba to... bardzo ważny szczegół w życiu i...
-A co ty możesz wiedzieć?- syknął. -Naprawdę twierdzisz, że to rozumiesz? Ojciec ma cię za zwykłą szmatę, matka za tłustą świnię- wstałam zrzucając kołdrę, nie zdawałam sobie sprawy, że tak zareaguje.
-Przepraszam- szepnęłam.
-Może to myślenie jest rodzinne? Może ty nie udajesz głupiej tylko taka po prostu jesteś?
-Chciałam jakoś pomóc, zapytać- wzdrygnęłam się kiedy podszedł blisko. Był hazardzistą, bił i gwałcił. Potrząsnęłam głową wyrzucając głos Chrisa z głowy.
-Przestań się wtrącać - poczułam świeże, mokre ślady na bladych policzkach, zaśmiał się- Jesteś dziecinna Amy.
_________________________________________________________________
a tak z innego tematu... słyszeliście już teledysk Zayna? Osobiście wole go w grupie, ale piosenka ma swoją moc...

11 komentarzy:

  1. Dlaczego Zayn ją tak potraktował? To on cały czas wtrąca się w jej życie chcąc jej pomóc a ona tylko spytała o ojca a on wpadł w szał i jej nawyzywał! Co to ma być? Jeszcze udaje, że jej nie zna w szkole, mam wrażenie, że się jej wstydzi...Zachowuje się jak dupek i strasznie mnie wpienia! Jak śmiał powiedzieć jej te wszystkie przykre rzeczy? Porąbało go???!!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Super ����

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedy next? :( :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze nwm, może dzisiaj? Ale na pewno w tym tygodniu

      Usuń
    2. Czekam :* Do 3 w nocy :D

      Usuń
  4. Zabiję gnoja... tyle w temacie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nienawidzę rodziny Amy. Jak tacy ludzie mogą nazwać sie rodzicami. Rozdział super. Czekam na następny. ❤ pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Głupi Zayn, głupi. Jej rodzice są okropni, ona nie zasługuje na takie zachowanie. Mam nadzieje, ze w koncu im sie dziewczyna postawi.

    OdpowiedzUsuń
  7. Cudo *-*
    Kiedy next?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzisiaj :) Właśnie powoli kończę pisać :)

      Usuń